wtorek, 14 lipca 2009

Kolejna wyprawa do Stanley Parku


Kiedy ja pracowałem, dziewczyny intensywnie zwiedzały - tym razem ich celem była wschodnia część Stanley Parku z kolejnym ogrodem różanym, totemami, latarnią morską oraz dodatkową, niespodziewaną atrakcją w postaci spacerującej rodziny szopów praczy.

Dyke i Steveston

Nie mogliśmy nie zabrać Anity na rowerową wycieczkę dookoła Richmond i do Steveston na rybę! Niestety, akurat tego dnia było zimno więc zamiast lodów była gorąca czekolada w Blenz Coffe. Na miejscu spotkaliśmy się z Piotrkiem, który do Steveston musiał przydreptać, bo mu się popsuł rower.

Stawamus

W sobotę wybraliśmy się na Stawamus Chief. Podchodzenia nie było bardzo dużo, ale było gorąco, więc nie spieszyliśmy się. Zobaczyliśmy chipmunki (Chip'n'Dale?), prawdziwe jagody (!) i wodospady Shannon Falls.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Dziewczyny w oceanarium

W czwartek dziewczyny zrobiły sobie wycieczkę do Vancouver Aquarium.

piątek, 10 lipca 2009

UBC


Oto zdjęcia z naszej wyprawy do UBC - przespacerowaliśmy się przez Pacific Spirit Park, zobaczyliśmy Wydział Chemii, Muzeum Antropologiczne z indiańskimi rzeźbami i totemami i porcelaną europejską, oraz powąchaliśmy prawie wszystkie róże w ogrodzie różanym.


czwartek, 9 lipca 2009

Grouse Mountain

Dzięki motywacji ze strony Anity udało nam się wreszcie wdrapać na jeden z trzech szczytów górujących nad Vancouver. Towarzyszyli nam Łukasz z Piotrkiem. W górę szliśmy szlakiem Grouse Grind, który sam w sobie jest zakręcony, bo są to w zasadzie drewniano-kamienne półschody na szczyt, na które setki osób wchodzi dzień w dzień, by mierzyć swój czas. Rekordy są poniżej 50 min, nam to zajęło 2 godziny, więc niespecjalnie moglibyśmy się równać z maratonem który odbywał się następnego dnia.



Na górze czekało nas mnóstwo atrakcji - schronisko, pokaz drwali (my wybraliśmy koparkę) oraz niedźwiedzie grizzly.



Potem postanowiliśmy się wdrapać trochę wyżej, niestety bez mapy trochę się pogubiliśmy, okazało sie że wejście na sam szczyt jest zamknięte, więc ostatecznie pojechaliśmy tam (darmowym) wyciągiem krzesełkowym.



Na sam dół zjechaliśmy kolejką gondolową Skyride (tą samą, z której porwali Scully) - po jeżdżeniu na Whistler ta kolejka okazała się być nieco archaiczna - zwłaszcza dwa stany nieważkości przy przejeżdżaniu przez filary nas bardzo zaskoczyły.